Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Słowiańska 55A zobacz na mapie
64-100 Leszno

Pracownicy
Ewa Rosik
tel. 65 5204277

Godziny otwarcia:

pn- pt. 08.00 - 14.00

Jan.Dziedziczak@sejm.pl



Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Zamkowa 18-20 zobacz na mapie
62-800 Kalisz

Pracownicy:
Wincenty Nowak
tel. 601-779-606

Godziny otwarcia:
pn-pt. 08.00 - 10.00

Jan.Dziedziczak@sejm.pl

Formularz kontaktowy

imię i nazwisko:
adres e-mail:
treść wiadomości:

Aktualności

Dlaczego Sikorski musiał odejśćponiedziałek, 5 lutego 2007, Dziennik

Ostry konflikt z Antonim Macierewiczem, kompromitacja z popsutymi samolotami F-16 i problemy z przygotowaniem wyjazdu polskich żołnierzy do Afganistanu - to główne - choć nieoficjalne - powody, dla których minister obrony narodowej Radosław Sikorski musiał podać się do dymisji.

"Premier miał zastrzeżenia do pracy ministra" - tyle tylko powiedział rzecznik rządu Jan Dziedziczak. Oficjalne powody mają być znane - jak zaznaczył - dopiero w czasie "podsumowania przeglądu resortu".

Ale nieoficjalna lista zarzutów pod adresem Radosława Sikorskiego jest długa.

Popsute F-16 bez pilotów

W kręgach wojskowych od dawna mówiło się, że Sikorski naraził się premierowi, gdy na jaw wyszły usterki w kupionych od Amerykanów samolotach F-16. Maszyny nie dały rady dolecieć z bazy w USA do Krzesin w Poznaniu. Psuł się układ paliwowy, szwankowały silniki. Trzeba było odkładać ceremonię powitania "Jastrzębi".

Potem wyszło na jaw, że piloci, którzy mieli latać F-16, nie radzą sobie na szkoleniach w Stanach Zjednoczonych. Kandydaci odpadali, bo okazywało się, że mają zbyt słabe zdrowie. Jak pisał DZIENNIK, Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych w Dęblinie czym prędzej próbowała znaleźć kolejnych pilotów, nawet wśród cywilów. Jeśli pójdzie tak dalej, nasze F-16 zamiast latać, będą bezużytecznie tkwiły w hangarach.

Do dziś zresztą nie wiadomo, gdzie piloci mają się szkolić. Sikorski chciał, żeby zadecydowała o tym zewnętrzna firma. Miałaby ją wybrać Agencja Mienia Wojskowego. Ta firma z kolei wskazałaby inną, która podpisałaby umowę ze szkołą w Dęblinie. Firma zapewniłaby samoloty szkoleniowe, a szkoła by je obsługiwała. W grę wchodziło od pięciu do siedmiu maszyn. Sikorski chciał wydać na to około 5 milionów złotych. "Dzięki temu radykalnie spadłyby koszty zakupu maszyn do szkoleń. Wiadomo, że serwis i ich utrzymanie kosztuje tyle, co połowa wartości maszyn" - tłumaczył dziennikowi.pl rzecznik MON, Piotr Paszkowski.

Problem polega na tym, że w Polsce nie ma firmy, która potrafiłaby określić, w jaki sposób i na jakich maszynach mają się szkolić piloci samolotów wielozadaniowych F-16. Nieoficjalnie wiadomo było więc, że pośrednika trzeba by szukać w USA.

Umowa bez offsetu

Premier mógł mieć także zastrzeżenia do zakupu dla polskiej armii dwóch samolotów transportowych C-295. Kontrakt kosztował 200 milionów złotych. Okazało się jednak, że ministerstwo obrony zapomniało postarać się przy tej transakcji o offset. W ten sposób straciliśmy możliwość odzyskania części tych pieniędzy. Bo normalna procedura powinna wyglądać tak, że gdy my kupujemy od Hiszpanii samoloty transportowe, Hiszpania rewanżuje się nam, na przykład inwestując pieniądze w Polsce.

Ministerstwo pod rządami Radosława Sikorskiego nie popisało się także pomysłem wzmocnienia ochrony Bałtyku. Wydało 120 milionów złotych na budowę korwety, czyli okrętu do niszczenia celów rakietami kierowanymi. Jak narzekali wojskowi, zupełnie niepotrzebnie. Marynarka Wojenna ma trzy korwety. A ta, o której marzył resort obrony, wciąż stoi niedokończona w stoczni.

Bezbronne "Rosomaki"

Ale największą wpadką, jak twierdzili wojskowi, było przygotowanie polskiej armii do misji w Afganistanie. Poszło o transportery "Rosomak". Kontrakt kosztuje 5 miliardów złotych. Polska armia miała dostać za te pieniądze nowoczesny pojazd opancerzony. Dostała, ale bez wieżyczek i ze zbyt słabym pancerzem.

"Rosomaki" miały mieć zamontowane wieżyczki Hitrole włoskiej firmy OTO Melara. Niestety, nic z tego nie wyszło. Najpierw okazało się, że we włoskich wieżyczkach psują się laserowe dalmierze i kamery termowizyjne. Potem Włosi nie wywiązali się z offsetu, umowa wygasła i mamy transportery bez wieżyczek. Na polu bitwy mogą się więc przydać jedynie do przewożenia żołnierzy, bo bez wieżyczek są bezbronne.

Co więcej - jak dowiedział się dziennik.pl - podczas prób ogniowych okazało się też, że pancerz "Rosomaka" jest zbyt cienki. Ministerstwo natychmiast utajniło raport na ten temat. Mimo to do Afganistanu ma pojechać od 24 do 26 transporterów z 17. Brygady Zmechanizowanej.

Starcie z szefem kontrwywiadu

Czarę goryczy przepełnił ostry konflikt między Radosławem Sikorskim a Antonim Macierewiczem, szefem kontrwywiadu wojskowego. Sikorski twierdził, że Macierewicz utrudniał mu przygotowania do misji afgańskiej. Jak? Na biurko ministra trafiały zbyt późno raporty na temat sytuacji w Afganistanie. Zdaniem szefa MON, wstrzymywał je właśnie Macierewicz. I dlatego - jak ujawnił dziś na konferencji - złożył wniosek o odwołanie Macierewicza.

Niestety, premier miał więcej zastrzeżeń do Sikorskiego niż do Macierewicza. Dlatego po dzisiejszej rozmowie z ministrem przyjął jego dymisję.

Ale nieoficjalna lista zarzutów pod adresem Radosława Sikorskiego jest długa.

Popsute F-16 bez pilotów

W kręgach wojskowych od dawna mówiło się, że Sikorski naraził się premierowi, gdy na jaw wyszły usterki w kupionych od Amerykanów samolotach F-16. Maszyny nie dały rady dolecieć z bazy w USA do Krzesin w Poznaniu. Psuł się układ paliwowy, szwankowały silniki. Trzeba było odkładać ceremonię powitania "Jastrzębi".

Potem wyszło na jaw, że piloci, którzy mieli latać F-16, nie radzą sobie na szkoleniach w Stanach Zjednoczonych. Kandydaci odpadali, bo okazywało się, że mają zbyt słabe zdrowie. Jak pisał DZIENNIK, Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych w Dęblinie czym prędzej próbowała znaleźć kolejnych pilotów, nawet wśród cywilów. Jeśli pójdzie tak dalej, nasze F-16 zamiast latać, będą bezużytecznie tkwiły w hangarach.

Do dziś zresztą nie wiadomo, gdzie piloci mają się szkolić. Sikorski chciał, żeby zadecydowała o tym zewnętrzna firma. Miałaby ją wybrać Agencja Mienia Wojskowego. Ta firma z kolei wskazałaby inną, która podpisałaby umowę ze szkołą w Dęblinie. Firma zapewniłaby samoloty szkoleniowe, a szkoła by je obsługiwała. W grę wchodziło od pięciu do siedmiu maszyn. Sikorski chciał wydać na to około 5 milionów złotych. "Dzięki temu radykalnie spadłyby koszty zakupu maszyn do szkoleń. Wiadomo, że serwis i ich utrzymanie kosztuje tyle, co połowa wartości maszyn" - tłumaczył dziennikowi.pl rzecznik MON, Piotr Paszkowski.

Problem polega na tym, że w Polsce nie ma firmy, która potrafiłaby określić, w jaki sposób i na jakich maszynach mają się szkolić piloci samolotów wielozadaniowych F-16. Nieoficjalnie wiadomo było więc, że pośrednika trzeba by szukać w USA.

Umowa bez offsetu

Premier mógł mieć także zastrzeżenia do zakupu dla polskiej armii dwóch samolotów transportowych C-295. Kontrakt kosztował 200 milionów złotych. Okazało się jednak, że ministerstwo obrony zapomniało postarać się przy tej transakcji o offset. W ten sposób straciliśmy możliwość odzyskania części tych pieniędzy. Bo normalna procedura powinna wyglądać tak, że gdy my kupujemy od Hiszpanii samoloty transportowe, Hiszpania rewanżuje się nam, na przykład inwestując pieniądze w Polsce.

Ministerstwo pod rządami Radosława Sikorskiego nie popisało się także pomysłem wzmocnienia ochrony Bałtyku. Wydało 120 milionów złotych na budowę korwety, czyli okrętu do niszczenia celów rakietami kierowanymi. Jak narzekali wojskowi, zupełnie niepotrzebnie. Marynarka Wojenna ma trzy korwety. A ta, o której marzył resort obrony, wciąż stoi niedokończona w stoczni.

Bezbronne "Rosomaki"

Ale największą wpadką, jak twierdzili wojskowi, było przygotowanie polskiej armii do misji w Afganistanie. Poszło o transportery "Rosomak". Kontrakt kosztuje 5 miliardów złotych. Polska armia miała dostać za te pieniądze nowoczesny pojazd opancerzony. Dostała, ale bez wieżyczek i ze zbyt słabym pancerzem.

"Rosomaki" miały mieć zamontowane wieżyczki Hitrole włoskiej firmy OTO Melara. Niestety, nic z tego nie wyszło. Najpierw okazało się, że we włoskich wieżyczkach psują się laserowe dalmierze i kamery termowizyjne. Potem Włosi nie wywiązali się z offsetu, umowa wygasła i mamy transportery bez wieżyczek. Na polu bitwy mogą się więc przydać jedynie do przewożenia żołnierzy, bo bez wieżyczek są bezbronne.

Co więcej - jak dowiedział się dziennik.pl - podczas prób ogniowych okazało się też, że pancerz "Rosomaka" jest zbyt cienki. Ministerstwo natychmiast utajniło raport na ten temat. Mimo to do Afganistanu ma pojechać od 24 do 26 transporterów z 17. Brygady Zmechanizowanej.

Starcie z szefem kontrwywiadu

Czarę goryczy przepełnił ostry konflikt między Radosławem Sikorskim a Antonim Macierewiczem, szefem kontrwywiadu wojskowego. Sikorski twierdził, że Macierewicz utrudniał mu przygotowania do misji afgańskiej. Jak? Na biurko ministra trafiały zbyt późno raporty na temat sytuacji w Afganistanie. Zdaniem szefa MON, wstrzymywał je właśnie Macierewicz. I dlatego - jak ujawnił dziś na konferencji - złożył wniosek o odwołanie Macierewicza.

Niestety, premier miał więcej zastrzeżeń do Sikorskiego niż do Macierewicza. Dlatego po dzisiejszej rozmowie z ministrem przyjął jego dymisję.


Administrator strony: Błażej Wojtyła

+ dodaj komentarz

adres e-mail nie zostanie opublikowany

 
Copyright © 2012 Jan Dziedziczak   |   Projekt i wykonanie: INVENTOR Multimedia (mVote)