Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Słowiańska 55A zobacz na mapie
64-100 Leszno

Pracownicy
Ewa Rosik
tel. 65 5204277

Godziny otwarcia:

pn- pt. 08.00 - 14.00

Jan.Dziedziczak@sejm.pl



Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Zamkowa 18-20 zobacz na mapie
62-800 Kalisz

Pracownicy:
Wincenty Nowak
tel. 601-779-606

Godziny otwarcia:
pn-pt. 08.00 - 10.00

Jan.Dziedziczak@sejm.pl

Formularz kontaktowy

imię i nazwisko:
adres e-mail:
treść wiadomości:

Aktualności

Surmacz odwołany, bo działał za plecami Kaczmarka?sobota, 19 maja 2007, Dziennik

Wczoraj wieczorem premier zdymisjonował wiceszefa MSWiA Marka Surmacza. Ani szef rządu, ani minister Janusz Kaczmarek nie chcą mówić o przyczynach dymisji. Ale nieoficjalnie wiadomo, że przesądziła ostatnia doba i to, że Surmacz bez konsultacji z szefem zlikwidował jeden z ważnych wydziałów resortu - pisze DZIENNIK.

Nadzorujący działalność policji, Straży Granicznej i Biura Ochrony Rządu minister nazywany był przez funkcjonariuszy "Wieśmakiem". Taki przydomek przylgnął do niego po ujawnieniu przez nas afery z listopada 2006 r. Surmacz wysłał wtedy policjantów z komisariatu kolejowego we Wrocławiu do McDonalda, aby kupili podróżującej pociągiem jego koleżance z rządu dwa hamburgery.

Oficjalny komunikat o odwołaniu był krótki: "Premier Jarosław Kaczyński na wniosek ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka odwołał wiceszefa tego resortu Marka Surmacza" - mówi Jan Dziedziczak, rzecznik rządu. Ani on, ani minister Janusz Kaczmarek nie chcą mówić o przyczynach odwołania.

Według nieoficjalnych informacji dymisja Surmacza została przesądzona w ciągu ostatniej doby. Stało się tak, gdyż za plecami ministra Janusza Kaczmarka Surmacz podjął decyzję o rozwiązaniu jednego z wydziałów w resorcie. "Niebanalnego wydziału, gdyż zajmującego się przeciwdziałaniem zagrożeniom terrorystycznym. Pracujący tam eksperci dostali niespodziewanie w czwartek wypowiedzenia" - mówi inny z naszych rozmówców.

"Takiej decyzji nie można zrozumieć. To głupota albo coś groźniejszego. Polska jest stale na celowniku terrorystów" - mówi nasz informator z rządu. Jednak, jak nas zapewniło kilkoro rozmówców, rozwiązanie wydziału było kroplą, która przelała czarę. Surmacz od dawna miał być przewidziany do odwołania. Dlaczego? "Chodziło o te wszystkie historie z bliższej i dalszej przeszłości, które ujawnił <Dziennik>" - mówi nasz rozmówca z kół rządowych.

A jaka jest przeszłość Surmacza? Milicyjna. Były wiceminister, który pracę w resorcie rozpoczął w 1977 r, aż do końca stanu wojennego był nagradzanym i chwalonym milicjantem. W 1984 wpadł jednak w kłopoty, gdy kontroler z zakładu energetycznego przyłapał go na kradzieży prądu.

Wojewódzka komisja dyscyplinarna zdecydowała, że powinien zostać zwolniony z pracy w milicji. Jednak - jak ustalił "Dziennik" - decyzję zmieniło kierownictwo ówczesnego MSW. "Wtedy nic się nie działo bez wiedzy Czesława Kiszczaka. Byliśmy zszokowani, że znalazł w Warszawie przyjaciół" - opowiada emerytowany oficer milicji.

Po tym wydarzeniu Surmacz zaczął zapisywać pozytywne karty w swoim życiorysie. Nie odpuścił przyłapanemu na jeździe „na drugim gazie” pułkownikowi SB. Mimo nacisków przełożonych doprowadził do ukarania potężnej figury. Szybką karierę w resorcie skończył niespodziewanie w połowie lat 90. W 1995 r. został przyłapany na korzystaniu ze sprzętu policyjnego przy organizowaniu kampanii wyborczej Hanny Gronkiewicz-Waltz. Za złamanie zasady apolityczności wyrzucono go z policji. Ale i wówczas potrafił obrócić trudną sytuację na swoją korzyść.

"Zrobił z siebie ofiarę esbecji. W ten sposób szybko zbliżył się do posła Kazimierza Marcinkiewicza i lubuskiego środowiska ZChN" - mówi jego koleżanka z Rady Miejskiej w Gorzowie. W ostatnich wyborach zdobył mandat z listy PiS. Wybił się, przeprowadzając przez Sejm ustawę o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. W nagrodę otrzymał fotel wiceministra.

"Gdy <krwawy> Ludwik Dorn zrobił Marka swoim zastępcą, oniemiałem. Dlatego, że wspólnie z Surmaczem pełniłem służbę w stanie wojennym. Mnie Dorn wyrzucił za przeszłość, a jego zrobił wiceministrem" - dziwi się emerytowany funkcjonariusz. Jednak od tej pory prasa Surmacza się pogorszyła. Najpierw "Dziennik" ujawnił aferę z dostarczeniem wieśmaków b. wiceminister pracy Elżbiecie Rafalskiej, która poskarżyła się Surmaczowi, że jest głodna.

Zaledwie 24 godziny po historii z dostarczaniem hamburgerów we Wrocławiu inna para policjantów z komisariatu kolejowego - tym razem w Warszawie - odwoziła w nocy do Siedlec dyrektora Tomasza Serafina, szefa departamentu bezpieczeństwa publicznego MSWiA. Serafin bawił się na imprezie razem z innymi pracownikami ministerstwa. Odwożący go policjanci Justyna Zawadka i Tomasz Twardo w powrotnej drodze zginęli w wypadku samochodowym.

"Ujawniliście mały fragment zepsucia, jakie panowało w ministerstwie pod rządami byłego sierżanta Surmacza" - mówił Roman Wierzbicki, szef policyjnego związku zawodowego na Śląsku.

W opuszczonym przez Surmacza gabinecie od poniedziałku urzędować będzie 34-letni nadkomisarz Zbigniew Rau. Do dzisiaj był jedynie oficerem Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. "To współtwórca ustawy o świadku koronnym, autor wielu publikacji naukowych" - dowiedzieliśmy się w Komendzie Głównej Policji.

Oficjalny komunikat o odwołaniu był krótki: "Premier Jarosław Kaczyński na wniosek ministra spraw wewnętrznych Janusza Kaczmarka odwołał wiceszefa tego resortu Marka Surmacza" - mówi Jan Dziedziczak, rzecznik rządu. Ani on, ani minister Janusz Kaczmarek nie chcą mówić o przyczynach odwołania.

Według nieoficjalnych informacji dymisja Surmacza została przesądzona w ciągu ostatniej doby. Stało się tak, gdyż za plecami ministra Janusza Kaczmarka Surmacz podjął decyzję o rozwiązaniu jednego z wydziałów w resorcie. "Niebanalnego wydziału, gdyż zajmującego się przeciwdziałaniem zagrożeniom terrorystycznym. Pracujący tam eksperci dostali niespodziewanie w czwartek wypowiedzenia" - mówi inny z naszych rozmówców.

"Takiej decyzji nie można zrozumieć. To głupota albo coś groźniejszego. Polska jest stale na celowniku terrorystów" - mówi nasz informator z rządu. Jednak, jak nas zapewniło kilkoro rozmówców, rozwiązanie wydziału było kroplą, która przelała czarę. Surmacz od dawna miał być przewidziany do odwołania. Dlaczego? "Chodziło o te wszystkie historie z bliższej i dalszej przeszłości, które ujawnił <Dziennik>" - mówi nasz rozmówca z kół rządowych.

A jaka jest przeszłość Surmacza? Milicyjna. Były wiceminister, który pracę w resorcie rozpoczął w 1977 r, aż do końca stanu wojennego był nagradzanym i chwalonym milicjantem. W 1984 wpadł jednak w kłopoty, gdy kontroler z zakładu energetycznego przyłapał go na kradzieży prądu.

Wojewódzka komisja dyscyplinarna zdecydowała, że powinien zostać zwolniony z pracy w milicji. Jednak - jak ustalił "Dziennik" - decyzję zmieniło kierownictwo ówczesnego MSW. "Wtedy nic się nie działo bez wiedzy Czesława Kiszczaka. Byliśmy zszokowani, że znalazł w Warszawie przyjaciół" - opowiada emerytowany oficer milicji.

Po tym wydarzeniu Surmacz zaczął zapisywać pozytywne karty w swoim życiorysie. Nie odpuścił przyłapanemu na jeździe „na drugim gazie” pułkownikowi SB. Mimo nacisków przełożonych doprowadził do ukarania potężnej figury. Szybką karierę w resorcie skończył niespodziewanie w połowie lat 90. W 1995 r. został przyłapany na korzystaniu ze sprzętu policyjnego przy organizowaniu kampanii wyborczej Hanny Gronkiewicz-Waltz. Za złamanie zasady apolityczności wyrzucono go z policji. Ale i wówczas potrafił obrócić trudną sytuację na swoją korzyść.

"Zrobił z siebie ofiarę esbecji. W ten sposób szybko zbliżył się do posła Kazimierza Marcinkiewicza i lubuskiego środowiska ZChN" - mówi jego koleżanka z Rady Miejskiej w Gorzowie. W ostatnich wyborach zdobył mandat z listy PiS. Wybił się, przeprowadzając przez Sejm ustawę o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. W nagrodę otrzymał fotel wiceministra.

"Gdy <krwawy> Ludwik Dorn zrobił Marka swoim zastępcą, oniemiałem. Dlatego, że wspólnie z Surmaczem pełniłem służbę w stanie wojennym. Mnie Dorn wyrzucił za przeszłość, a jego zrobił wiceministrem" - dziwi się emerytowany funkcjonariusz. Jednak od tej pory prasa Surmacza się pogorszyła. Najpierw "Dziennik" ujawnił aferę z dostarczeniem wieśmaków b. wiceminister pracy Elżbiecie Rafalskiej, która poskarżyła się Surmaczowi, że jest głodna.

Zaledwie 24 godziny po historii z dostarczaniem hamburgerów we Wrocławiu inna para policjantów z komisariatu kolejowego - tym razem w Warszawie - odwoziła w nocy do Siedlec dyrektora Tomasza Serafina, szefa departamentu bezpieczeństwa publicznego MSWiA. Serafin bawił się na imprezie razem z innymi pracownikami ministerstwa. Odwożący go policjanci Justyna Zawadka i Tomasz Twardo w powrotnej drodze zginęli w wypadku samochodowym.

"Ujawniliście mały fragment zepsucia, jakie panowało w ministerstwie pod rządami byłego sierżanta Surmacza" - mówił Roman Wierzbicki, szef policyjnego związku zawodowego na Śląsku.

W opuszczonym przez Surmacza gabinecie od poniedziałku urzędować będzie 34-letni nadkomisarz Zbigniew Rau. Do dzisiaj był jedynie oficerem Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. "To współtwórca ustawy o świadku koronnym, autor wielu publikacji naukowych" - dowiedzieliśmy się w Komendzie Głównej Policji.


Administrator strony: Błażej Wojtyła

+ dodaj komentarz

adres e-mail nie zostanie opublikowany

 
Copyright © 2012 Jan Dziedziczak   |   Projekt i wykonanie: INVENTOR Multimedia (mVote)