Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Słowiańska 55A zobacz na mapie
64-100 Leszno
Pracownicy
Ewa Rosik
Mateusz Rosik
tel. 65 5204277

Biuro Posła Jana Dziedziczaka
08.30 do 14.00


Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Zamkowa 18-20 zobacz na mapie
62-800 Kalisz
Pracownicy
tel. 607 171 532 Żaneta Lasiecka - Stodolna

Godziny otwarcia:
09.00 - 15.00

Formularz kontaktowy

imię i nazwisko:
adres e-mail:
treść wiadomości:

Aktualności

Jan Dziedziczak: Gdyby w Polsce nie zapanował komunizmczwartek, 5 października 2017, Życie Kalisza

Z Janem Dziedziczakiem, wiceministrem Spraw Zagranicznych rozmawia Piotr Piorun

– Jak Pan przyjął decyzję gremiów unijnych o zaprzestaniu przyjmowania imigrantów?

– Możemy powiedzieć bez satysfakcji „a nie mówiliśmy?”. To wszystko przed czym ostrzegaliśmy, niestety realizowało się. Po pierwsze, mamy ekspansję cywilizacyjną. Ktoś, kto nie zna historii byc może będzie z tym polemizował, ale ostatnie 1000 lat to nacisk cywilizacji radykalnego islamu na Europę – bitwa pod Lepanto, bitwa pod Wiedniem...

– ... wcześniej bitwa pod Poitiers...

– Tak, oczywiście. Ktoś może się uśmiechać, ale niestety mechanizm historii jest tu stale obecny. Druga rzecz to ogromne koszty finansowe dla europejskiego podatnika. I trzecia, to oczywiście kwestia bezpieczeństwa. I nie chodzi tu wyłącznie o kwestię terroryzmu, co też dotknęło Polaków, ale również takiego bezpieczeństwa na codzień, w naszym najbliższym otoczeniu. Widzieliśmy przecież co działo się w Kolonii i z pewnością nie chcielibyśmy tego u siebie. Na marginesie, oddzielną kwestią jest jak w tej sprawie zachowały się niemieckie media, które umówiły się o nieinformowaniu społeczeństwa. I jeśli w to wpiszemy słynną już wypowiedź pana Junckera, że „...niektóre rządy europejskie zbyt tkliwie wsłuchują się w głosy swoich obywateli” to wiele to mówi o kondycji demokracji europejskiej. Urzędnik europejski niemający przecież żadnego mandatu społecznego a mający ogromną władzę w wyniku niejasnych mechanizmów kwestionuje mechanizm demokratyczny, czyli to, że politycy powinni robić to, czego oczekuje od nich społeczeństwo. Sytuacja robi się nieciekawa.

Jesteśmy po wyborach w Niemczech i proszę zwrócić uwagę, że mainstreamowe partie uzyskały bardzo złe wyniki. Oczywiście pani Merkel będzie nadal kanclerzem. Ale co jest alternatywą? AfD, która jest partia antysystemową. To precedens, ponieważ nigdy po wojnie tego typu partia w Bundestagu nie zasiadała. Warto podkreślić, że AfD na terenie byłej NRD zdobyła ponad 20% głosów. Jest to znaczący głos społeczeństwa. Sprawdziło się to, przed czym ostrzegaliśmy. Europa na swój sposób zaczyna wycofywać się z tych pomysłów ale pojawia się pytanie, na ile te błędy są już nieodwracalne? Pamiętajmy, że wiele z tych osób, obcych kulturowo, w minionych latach otrzymało obywatelstwo. Mają prawo głosu, mają coraz więcej do powiedzenia o przyszłości takich krajów jak Francja, Niemcy, Holandia, Belgia. Tyle samo, co rodowici obywatele. Dając obywatelstwo musimy mieć świadomość, że kiedyś możemy być przegłosowani.

Niedawno od znajomego z Francji dostałem maila ze zdjęciem dwóch obywatelek Francji. Jedna rodowita Francuzka, ma dwoje dzieci w wieku ok. 30 lat, a każde z nich ma po jednym dziecku. Druga, w chuście, ma ośmioro dzieci z których każde ma również ośmioro dzieci. Innymi słowy, po dwóch pokoleniach, mamy dwóch obywateli, powiedzmy rodowitych Francuzów, contra 64 przybyszów z możliwością głosowania. Pytanie, co stanie się w trzecim pokoleniu.

– Czy w związku z tą decyzją możemy oczekiwać, że zmniejszy się presja na Polskę w sprawie relokacji?

– Myślę, że presja będzie, choć może nieco mniejsza. Ważne jest to, że pokazaliśmy podmiotowość naszego kraju, że trzeba się z nami liczyć. Bo polityka międzynarodowa jest bezwzględna. My nie mamy być lubiani, ale szanowani. Naszym zadaniem jest skuteczne forsowanie interesów naszych obywateli.

Po latach odbudowaliśmy ideę Grupy Wyszehradzkiej, zdradzonej przez rząd Ewy Kopacz, budujemy ideę Trójmorza, która ma za zadanie integrację gospodarczą, infrastrukturalną i energetyczną krajów Europy Środkowej i Wschodniej. I to budzi niezadowolenie bo to przejaw naszej podmiotowości. Warto zauważyć, że przez półtora roku Polska podwoiła swoje obroty z Chinami, z Japonią, o 40% zwiększyła obroty z USA. To widzą gospodarki, które nie mają takiego tempa rozwoju. Może m.in. dlatego prezydent Macron zachowuje się w taki sposób. Francja traci inwestorów a Polska zyskuje.

– Po spotkaniu z Wiktorem Orbanem prezes Jarosław Kaczyński powiedział, że musimy wspólnie przygotować się na to co może wydarzyć się w Unii. Zabrzmiało zagadkowo, ale co prezes mógł mieć na myśli?

– W polityce wyzwania są zawsze, ważne, żeby być na nie przygotowanym. Nasze relacje z sąsiadami, z Węgrami, ale nie tylko, pozwalają z optymizmem przygotować się na wszelkie scenariusze europejskie. Przypomnę, że jakiekolwiek negatywne decyzje europejskie wymagają jednomyślności. A tego nie będzie.

– Nasz rząd uznaje potrzebę reformy Unii w duchu Europy Ojczyzn, powrotu do pierwotnej idei Schumana, Adenauera, de Gaulle`a, co nie znajduje zrozumienia wśród obecnych elit europejskich. Co to oznacza – rozpad Wspólnoty, Europa dwóch prędkości?

– Fakty są takie, że dziś to Polska, to Grupa Wyszehradzka, jest najbliżej tej pierwotnej idei Unii Europejskiej. Myślę, że tu Europa przyzna nam rację, już to zrobiła w sprawie emigrantów. Również społeczeństwa zachodnie tej lewicowej koncepcji UE pokazują żółte a nawet czerwone karki, jak w przypadku Wielkiej Brytanii. Świadczą o tym wyniki wyborów francuskich, austriackich czy niemieckich. Niepokoje w czasie wyborów w Holandii, Hiszpanii czy Grecji, etc. Wcześniej w Europie tego nie było, czyli takiego sprzeciwu europejskich społeczeństw. Mają dość takiego traktowania, jak proponował pan Juncker. Przypomnijmy, cyt. „Niektórzy liderzy państwowi zbyt tkliwie wschłuchują się w głosy społeczeństw”. To oznacza, że Europa się budzi i liderzy europejscy mają tego świadomość. Mają świadomość tego, że Europa dwóch prędkości będzie tak naprawdę końcem Wspólnoty europejskiej. Dlatego pogróżki panów Junckera czy Timmermansa to zwykłe straszenie, pokerowy blef.

– Być może rzeczywiście uda się dojść do porozumienia wrócimy do pierwotnej ideii Unii Europejskiej. Pozostanie jednak te czynnik kulturowy, cywilizacyjny o którym Pan wspomniał. Jaka będzie Europa za kilkanaście, kilkadziesiąt lat?

– Dobre pytanie, ale nie potrafię dziś na nie odpowiedzieć. Nas powinno jednak bardziej interesować, jak powinniśmy zadbać o interes Polski. Unia Europejska nie jest celem samym w sobie ale narzędziem do realizacji naszych celów. To nic szokującego, tak robi każdy normalny polityk dbający o swój kraj. Szokujące było to, że wcześniej nasi politycy tak nie myśleli. Nam zależy na tym, aby prowadzić politykę demograficzną, migracyjną w taki sposób, żeby polskość została utrzymana. Dlatego inwestujemy we wszystkie te elementy, które na polskość się składają. Np. kulturę, w wychowanie patriotyczne, historię, etc.

– I w odbudowę armii.

– Tak. Zastaliśmy armię słabo wyposażoną, okrojna liczebnie ale również w dramatycznym stanie jeśli chodzi o morale. W ankiecie przeprowadzonej w latach 2004/05 aż 20% żołnierzy zawodowych (!) stwierdziło, że nie chciałoby ryzykować życia dla Polski. My chcemy to odbudować. Oczywiście ważnym elementem przywracania polskości jest wychowanie patriotyczne młodzieży.

Przypomnę jeszcze, że podjęliśmy działania na rzecz rozwiązania kwestii sprowadzenia Polaków deportowanych lata temu na wschód dzięki ustawie o repatriacji. Umożliwia ona Polakom z Kazachstanu powrót do Polski i otrzymanie polskiego obywatelstwa. Dzięki nowelizacji ustawy o Karcie Polaka działania te obejmują również Polaków z Białorusi i Ukrainy. Dlaczego nie mieliby zostać polskimi obywatelami jeśli mają polskich dziadków? Bierzmy ich, bo jeśli my tego nie zrobimy, to zrobią to Anglicy czy Niemcy.

W sytaucji zapaści demograficznej, w jakiej się znaleźliśmy, odpowiedź na pytanie kogo wziąść: islamistów, którzy nie identyfikują się z naszymi społeczeństwami, którzy są zagrożeniem dla naszej cywilizacji czy potomków Polaków, którzy marzą o Polsce, jest oczywiste.

– Warto przypomnieć o ogromnej rzeszy 2,5 miliona Polaków, emigrantów zarobkowych przebywających poza granicami kraju. Co zrobić, żeby ich ściągnąć do Polski póki jeszcze nie podjęli decyzji o pozostaniu na emigracji na stałe?

– Według specjalistów granicą psychologiczną w tym przypadku jest 5 lat. Jest to tzw. granica zakorzenienia. Polacy, którzy emigrowali sygnalizowali, że najważniejsza kwestią, która wypychała ich na emigracje był brak pracy i mieszkań. Dlatego przygotowujemy program, który umożliwi powroty. Przypomnę, że mamy najniższe w historii bezrobocie, program Mieszkanie+, który da szansę na własne mieszkanie bez kredytu i oczywiście 500+. To są realne zachęty do powrotu, które mogą, według różnych ocen, skusić ok. 20, 30% Polaków.

– Oczekują też stworzenia zachęt w postaci np. ułatwień dla biznesu – niskich podatków, przyjaznej biurokracji, wskazując m.in. na system brytyjski. Warto podkreślić, że milionowa społeczność Polaków na Wyspach Brytyjskich tworzy rocznie ok. 20 tysięcy firm czyli niewiele mniej niż 38 milionów rodaków w Polsce. Na marginesie sam wicepremier Morawiecki chwalił rozwiązania brytyjskie.

– To prawda, ale jest faktem, że jeszcze przez wiele lat nie osiągniemy poziomu rozwoju krajów zachodnich. Nie mówię tu o kwestiach społecznych, np. zagrożeniach związanych z problemem islamskim. Dlatego każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla niego ważne. Niższy materialny poziom życia ale za to w bezpiecznym, przyjaznym otoczeniu, relacje z bliskimi czy wyższy materialnie standard życia na obczyźnie, często we wrogim środowisku?

Wracając do wicepremiera Morawieckiego, w ciągu kilku miesięcy przedstawi szerszy plan, pakiet rozwiązań, które mogą zachęcić Polaków do powrotu do kraju.

– Wspomniał Pan o idei Trójmorza. Można odnieść wrażenie, że Polska otrzymuje od historii kolejną szansę. To alternatywa dla Unii Europejskiej czy raczej przedsięwzięcie o charakterze gospodarczym?

– Z pewnością to nie jest idea konkurencyjna dla Unii. Proszę zwrócić uwagę, że wśród państw tworzących Trójmorze są wyłącznie kraje należące do UE. To raczej narzędzie budowania pozycji ekonomicznej Polski wewnątrz Unii i przedsięwzięcie o charakterze infrastrukturalnym – drogi, koleje. Umożliwiające krajom Grupy Wyszehradzkiej korzystanie z polskich a nie niemieckich portów do czego potrzebne są dobre drogi z południa na północ. Oczywiście nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi są znakomite co widzą nasi sojusznicy z NATO ale również kraje, które nie darzą nas sympatią. I dobrze, żeby to wiedziały zanim podejmą nieodpowiedzialne decyzje. Wizyta prezydenta Trumpa w Polsce okazała się wielkim sukcesem. Słowa, które padły podczas przemówienia w Warszawie i kilka miesięcy później na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ były dla nas miłe ale najważniejsze jest to, że słyszeli je również inni. Ubiegłoroczny szczyt NATO w Warszawie oraz stacjonowanie wojsk Sojuszu na terenie Polski, to przykłady skutecznej polityki bezpieczeństwa prowadzonej przez obecny rząd. Współpraca z USA buduje nas w oczach partnerów jak i tych, którzy nam gorzej życzą.

– Ale jedno jest pewne – nie możemy mieć pewności, że za kilka, kilkanaście lat nie zmienią się wektory z polityce międzynarodowej.

– Nie możemy być niczego pewni, dlatego tworzymy rozwiązania na wszelkie ewentualności. Rozbudowujemy i modernizujemy armię. Potencjalny agresor musi sobie zdawać sprawę, że ewentualny atak na Polskę musi oznaczać zbyt wielkie ryzyko i ogromne koszty. Dlatego, oprócz rozbudowy armii regularnej, pojawiła się idea stworzenia wojsk Obrony Terytorialnej. Chodzi o to, żeby nie walczyć z agresorem ale potencjalnego napastnika zniechęcić.

– Romuald Szeremietiew, były minister obrony, stworzył koncepcję rozbudowy obrony terytorialnej do pozimu pół miliona żołnierzy. To bardzo przekonująca idea.

– Planujemy rozbudowę sił OT, ale to koncepcja na wiele lat. Chodzi o to, żeby w każdym powiecie w Polsce istniała taka grupa zdeterminowanych patriotycznie, doskonale wyszkolonych i znających teren osób, które mogą zadać agresorowi ogromne straty.

– Staliśmy się krajem niemal frontowym ale jednocześnie jesteśmy jednym z najbardziej rozbrojonych społeczeństw. Według statystyk mamy ok. 1,3 sztuk broni palnej na 100 mieszkańców. Tymczasem Niemcy, Francuzi posiadają ponad 30 sztuk, Słowacy i Czesi po ok. 16 nie wspominając o Stanach Zjednoczonych gdzie współczynnik nasycenia bronia palną wynosi ok. 90. Czy rząd planuje ułatwić Polakom dostęp do broni?

– Na ten temat trwa w naszym obozie dyskusja. Są plusy i minusy. Ja natomiast jestem za tym aby jak najwięcej obywateli szkolić z posługiwania się z bronią. Dostęp do broni jest czymś czego ja bym nie lekceważył.

– Kilkanaście dni temu opinię publiczna zbulersowała sprawa odebrania praw rodzicielskich małżeństwu z Białogardu, które nie zgodziło się na szczepienie swojego dziecka. Potem, prawdopodobnie pod wpływem medialnej wrzawy, sprawę udało się rozwiązać – sąd wycofał się z decyzji jednak nadal pozostaje aktualne pytanie o zakres ingerencji państwa w prywatne życie obywateli. Gdzie jest ta granica?

– To ciągle aktualna kwestia filozoficzna. Ja jestem zwolennikiem zasady „My home, my castle”. Pomysły odbierania dzieci są straszne, patologiczne i krzywdzące. Mieliśmy takich przypadków wiele za czasów poprzedniego rządu, za naszej kadencji na razie ten jeden, z którego bardzo szybko się wycofano. Mam nadzieję, że ostatni. To bardzo groźne myślenie, bo jeśli urzędnicy mogą nam odebrać dziecko to znaczy, że mogą z nami zrobić wszystko.

Natomiast jeśli chodzi o szczepienia to ja jestem zwolennikiem wolności. Nie chciałbym aby bez mojej zgody ktoś wprowadzał do organizmu mojego dziecka jakieś bakterie. Faktem jest, że szczepionki są elementem przynajmniej kontrowersyjnym ale w żadnym wypadku rodzice nie powinni być zmuszani do szczepień swoich dzieci. To rodzice powinni odpowiadać za konsekwencje takich decyzji.

– Warto przypomnieć, że w wiekszości krajów Unii Europejskiej, bodajże 18, taki przymus nie istnieje i żądne epidemie tam się nie pojawiają.

– Oczywiście, dlatego powtarzam, jestem za wolnością wyboru, podobnie jak możliwością nauczania dzieci w domu.

– Pojawił się temat reparacji wojennych. Prawie 70% Polaków chce odszkodowań od Niemiec ale ważniejsze, że ponad 30% ich nie chce. To niepojęte.

– To świadczy o sile niemieckiej propagandy. Skutek tego, że znaczna część mediów jest w niemieckich rękach. Na codzień tego tak wyraźnie nie widać, ale w tak ważnych, z punktu widzenia niemieckiego kwestiach, już tak. Przypomnę, że chodzi tu o 5 bilionów dolarów! Jesteśmy 72 latya po wojnie. Ktoś powie wojna sie skończyła, było minęło, życie toczy sie dalej. Otóż dzisiaj, 72 lata po wojnie Polska odczuwa jej skutki. Zniszczenie wielu miast i wsi, przemysłu, zniszczenie zabytków, dzieł sztuki, wreszcie utrata 6 milionów obywateli.

– Jej skutkiem był choćby komunizm..

– Dokładnie. Ale są również przykłady infrastrukturalne. Znam kilka miejsc w Polsce, gdzie po wojnie nie zostały jeszcze odbudowane mosty. Reasumując, w 1945 roku Polska była na poziomie porównywalnym z Włochami i wyższym niż Hiszpania. Możemy sobie wyobrazić co by było gdyby nie wojna i komunizm będący jej skutkiem, gdyby tempo rozwoju gospodarczego zostało utrzymane. Gdyby w Polsce nie zapanował komunizm. Nie widzę powodu, aby Polska nie miała z tego tytułu otrzymać zadośćuczynienia.

+ dodaj komentarz

adres e-mail nie zostanie opublikowany

 
Copyright © 2012 Jan Dziedziczak   |   Projekt i wykonanie: INVENTOR Multimedia (mVote)