Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Słowiańska 55A zobacz na mapie
64-100 Leszno

Pracownicy
Ewa Rosik
tel. 65 5204277

Godziny otwarcia:

pn- pt. 08.00 - 14.00

Jan.Dziedziczak@sejm.pl



Biuro Poselskie Posła Jana Dziedziczaka
ul. Zamkowa 18-20 zobacz na mapie
62-800 Kalisz

Pracownicy:
Wincenty Nowak
tel. 601-779-606

Godziny otwarcia:
pn-pt. 08.00 - 10.00

Jan.Dziedziczak@sejm.pl

Formularz kontaktowy

imię i nazwisko:
adres e-mail:
treść wiadomości:

Aktualności

30-latkowie, jacy jesteśmy?środa, 2 maja 2007, Dziennik

"W czasie, gdy pozbawiona wizji patriotyzmu młoda lewica spotyka się w willach swoich rodziców, by dyskutować o Marksie i Leninie, walce klas i roli antagonizmów w relacjach społecznych, młoda prawica pracuje dla Polski" - pisze w DZIENNIKU Konrad Ciesiołkiewicz, politolog i były rzecznik rządu Kazimierza Marcinkiewicza.

Pociąg relacji Warszawa-Kraków. Przez dwie i pół godziny rozmawiam w Warsie ze Sławomirem Sierakowskim, redaktorem naczelnym <Krytyki Politycznej>. Jesteśmy w prawie tym samym wieku, on też był kiedyś harcerzem, obydwaj jako dzieci nosiliśmy tandetne relaksy, zajadaliśmy się lodami Bambino, popijając zabarwioną na żółto cytrynadę w foliowym woreczku ze słomką. Czy należymy do tego samego pokolenia 30-latków?

W kategoriach demograficznych wszyscy jesteśmy generacją relaksów. Tylko tyle i aż tyle. Sierakowski jedzie do Krakowa na kolejną dyskusję o nowej lewicy. Tego samego dnia jego przyjaciele organizują w tym mieście marsz homoseksualistów. Ja jadę do narzeczonej. Spotkam się również z moimi przyjaciółmi, którzy w Wyższej Szkole im. Józefa Tischnera prowadzą kurs instruktorski Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, dyskutując o nowoczesnym patriotyzmie.

Mimo osobistej sympatii dwa różne, radykalnie odmienne światy. Świat kosmopolitycznej lewicy i konserwatywnego wychowania.

Doświadczenie pokoleniowe

Dyskusja o pokoleniu 30-latków w innym niż demograficzny charakterze jest głęboko nieuprawniona. Zawsze będzie generalizującą i wątpliwą jakościowo konstrukcją teoretyczną. W kategoriach socjologicznych pokolenie potrzebuje tożsamości, wspólnego i spójnego mianownika, a więc doświadczenia pokoleniowego. To jest możliwe tylko w odniesieniu do poszczególnych środowisk.

Tak jak dla pampersów pokoleniowym doświadczeniem środowiskowym było kierowanie TVP przez Wiesława Walendziaka, dla Ligi Republikańskiej wygrana Aleksandra Kwaśniewskiego z Lechem Wałęsą w 1995 roku, dla środowiska Sierakowskiego jest "Krytyka Polityczna", choć próbują to przeżycie rozszerzyć i robią wszystko, by stały się nim protesty wobec rządów Romana Giertycha w resorcie edukacji. Bez wątpienia jedynym przeżyciem pokoleniowym o charakterze masowym był pontyfikat i śmierć Ojca Świętego Jana Pawła II.

Pokolenie JP II, które po 2 kwietnia 2005 roku zagościło na stałe w polskiej publicystyce, jest czymś więcej niż tylko konstrukcją teoretyczną. Jest faktem. Jednak jego uczestnicy to nie wszyscy młodzi, ale ci kierujący się nauczaniem papieża Polaka. Nie należy do niego środowisko mojego interlokutora z Warsu. Dlatego lepiej mówić tu o grupie rówieśniczej niż o pokoleniu w rozumieniu tożsamościowym.

Dyskusje pokoleniowe toczą nieliczni i zazwyczaj najmniej reprezentatywni przedstawiciele swoich grup rówieśniczych. Z nami jest podobnie. Zdecydowana większość 30-latków należy do grupy obojętnej wobec stawianych tu problemów. Nazwałbym ją pragmatyczną lub obojętną, realizującą indywidualistyczne strategie życiowe charakteryzujące się raczej oportunizmem i poprawnością polityczną. Druga grupa to idealiści, wieczni teoretycy, mający dobre intencje, ale jednocześnie będący niezdolni do najmniejszego działania. W życiu publicznym często doprowadzają do szkód zgodnie z porzekadłem "dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane".

Do trzeciej grupy zaliczam ludzi ideowych, silnie zdeterminowanych własnymi poglądami i mających zmysł pragmatyzmu. Środowisko, w jakim wyrastałem, a więc ludzi związanych z ZHR, wspólnotami Kościoła i organizacjami patriotycznymi o wrażliwości konserwatywnej, zaliczałem zawsze do ideowych, nieoderwanych od rzeczywistości i twardo stąpających po ziemi.

Trudne słowo: patriotyzm

Kiedy w 1998 roku odbierałem kwiaty od pułkownika Ryszarda Kuklińskiego przybyłego do Polski pierwszy raz po siedemnastu latach, by w jego imieniu złożyć je na kamieniu katyńskim ufundowanym przez niego w Warszawie, byłem przekonany, że bój toczący się wśród moich rówieśników dotyczy kształtu polskiego patriotyzmu młodego pokolenia. Po przeciwnej stronie próbowali robić zadymę moi rówieśnicy z Che Guevarą na koszulkach. Dzisiaj wiem, że bój o patriotyzm trwa. Wynik będzie zero-jedynkowy: człowiek mocno zakorzeniony lub człowiek bez właściwości z przetrąconym kręgosłupem własnej tożsamości.

Mam wrażenie, że lewica nie tylko wstydzi się określenia „patriotyzm”, ale ma do niego stosunek alergiczny. Przez to wyklucza się ze sporu o obraz współczesnego inteligenta, który przed wojną charakteryzował się aktywnością i szczególnym poczuciem patriotyzmu właśnie. Wyśmienita i jednocześnie wyśmiana przez „klub dyskusyjny” diagnoza dotycząca kategorii „wykształciuchów” postawiona przez Ludwika Dorna w DZIENNIKU odnajduje swoje miejsce w stosunku do patriotyzmu.
To stosunek do patriotyzmu będzie generował definicje w gronie 30-latków i podziały środowiskowe.

W świecie ponowoczesnym, gdzie dominującą strategią życiową staje się postmodernizm negujący wartości absolutne, poznanie rozumowe i etykę chrześcijańską - na patriotyzm nie ma miejsca. Staje się on niewygodny, śmieszny, groteskowy. W cenie jest wolność rozumiana jako dowolność, autokreacja wartości dobrych dla każdego z osobna. Te dwa światy toczyć będą zacięty bój o obraz Polski i Polaków, o jutro i pojutrze.

Młode środowiska lewicowe wolą odwoływać się do klasyków marksizmu i leninizmu lub ich współczesnych krzewicieli (choćby ostatnie wydania książek Zizka czy Badiou), niż do tradycji polskiej lewicy niepodległościowej. Stanowią one zresztą bardziej klub dyskusyjny niż wrażliwe na problemy społeczne lewicowe wspólnoty. To lewica uniwersytecka, teoretyczna i elitarystyczna. Nawet jeżeli rozbudowują i powiększają swoje środowisko, wciąż jest to salonowy klub dyskusyjny. Walczą o rząd dusz wśród elit, nie na ulicach.

30-latkowie na prawicy zaangażowali się w budowanie państwa lub służbę społeczną. Lewica w tym czasie zajmuje się dyskutowaniem i kontestacją. Wystarczy rzut oka, by zobaczyć, że wśród 30-latków zadania służebne wobec społeczeństwa i państwa wzięła na siebie tak zwana prawica 30-latków. Aż roi się w niej od pozytywistycznych aktywności. Przykładem jest Fundacja św. Mikołaja prowadzona przez filozofa i menedżera Dariusza Karłowicza, wspierająca rodzinne domy dziecka, samotne matki, złożona z młodych spełniających się w różnych miejscach zawodowych ludzi poświęcających swój wolny czas i kreatywność na rzecz potrzebujących; wychowawczy ZHR czy Zawiszacy; stowarzyszenie Fair Play będące autorem ustawy otwierającej zawody prawnicze; Instytut Sobieskiego, który opracował rządowy plan polityki prorodzinnej. Nawet jeżeli młoda lewica mogła kojarzyć się z Jurkiem Owsiakiem, to już zdecydowanie bardziej z Przystankiem Woodstock niż z pomocą WOŚP. Walka z tradycyjną obyczajowością stała się ich zadaniem głównym.

Odpowiedzialność za Polskę

Kiedy w 2000 roku jechaliśmy do Charkowa na otwarcie cmentarza polskich oficerów zamordowanych przez stalinowski totalitaryzm, nie zauważyłem, by obecni byli tam przedstawiciele młodego pokolenia lewicy. Moi przyjaciele z ZHR nie odnoszą wrażenia, że mają konkurencję, gdy organizują co roku pomoc dla Polaków żyjących w biedzie na Ukrainie, Litwie, Białorusi. Mimo późniejszego uczestnictwa w pracach Muzeum (np. Grupa Twożywo) trudno byłoby powiedzieć, że młoda lewica współtworzyła 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Śledząc kariery 30-latków pełniących dzisiaj służbę publiczną, nie można pominąć skutecznego Zbigniewa Ziobro, wiceministra skarbu Pawła Szałamachy, który wybrał zaangażowanie państwowe, rezygnując czasowo z kariery w dużych kancelariach prawnych, młodego rzecznika prasowego rządu Jana Dziedziczaka, posłów do Parlamentu Europejskiego: Adama Bielana, Michała Kamińskiego, Konrada Szymańskiego. Tak długo postulowana przez środowiska Polaków na Wschodzie i polonię Karta Polaka, dająca naszym rodakom praktyczne gwarancje związków z ojczyzną, jest gotowa dzięki pracy 30-letniego doradcy premiera Michała Dworczyka. Grzechem byłoby pominięcie świetnych inicjatyw, gdzie nasi rówieśnicy się odnajdują: Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Tischnera, szkoła biznesu w Nowym Sączu czy takich nazwisk jak doradca prezydenta Marek Cichocki, minister w Kancelarii Prezydenta Lena Cichocka, dyrektorzy Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski i Dariusz Gawin, szef Komisji Nadzoru Finansów Stanisław Kluza, kierujący redakcją "Nowego Państwa" młody filozof Michał Szułdrzyński czy mój kolega z seminarium magisterskiego, zawsze kreatywny Marek Horodniczy, dzisiaj naczelny "Frondy". To tylko nieliczni.

Mimo naszego zaangażowania to nie jest jeszcze czas, w którym 30-latkowie kierują państwem. To czas, w którym 30-latkowie o konserwatywnej wrażliwości zdobywają doświadczenia i najwyższe kompetencje do kierowania państwem i zasadniczej zmiany rzeczywistości za kilka lat.

W czasie, gdy pozbawiona wizji patriotyzmu młoda lewica spotyka się w willach swoich rodziców, by dyskutować o Marksie i Leninie, walce klas i roli antagonizmów w relacjach społecznych, młoda prawica zajmuje się czynem, wpływając w ten sposób na rzeczywistość. Oczywiście można i trzeba narzekać, że działania te są rozproszone, że nie wykorzystujemy efektów synergii, a politycy starszego pokolenia prawicy nie mają świadomości budowy nowych instytucji i systemowego kształcenia młodych kadr. Ale to i tak nie zmienia faktu, że bliżej problemów przeciętnego Polaka jesteśmy dzisiaj my, a nie przyjaciele mojego rozmówcy z pociągu do Krakowa. To w nas jest większe, bo oparte na patriotyzmie, poczucie odpowiedzialności za Polskę.

Artur Żmijewski podkreślał w swoim tekście, że młoda lewica potrafi sprawnie połączyć sztukę, literaturę i politykę. Zgoda. Ale i tak wiedzę o prawdzie III RP Polacy czerpać będą raczej z "Oficerów" Wojciecha Tomczyka niż z encyklopedii twórców "Krytyki Politycznej".

Mam też przekonanie, że elementem środowiskowo-pokoleniowych definicji będzie stosunek do ważnych postulatów IV RP związanych z oczyszczeniem państwa, lustracją, radykalną reformą służb specjalnych. Dlaczego? Bo rozwiązanie tych problemów pozwoli nam wreszcie zapomnieć o wojnach pokolenia naszych ojców i modernizować Polskę, tocząc spór o teraźniejszość i przyszłość. Warto zauważyć, że tak mocne wkroczenie 30-latków o patriotycznych przekonaniach odbywa się właśnie dzięki idei IV RP jako próby przebudowy najważniejszych elementów państwowości i moralności państwa. Idei atrakcyjnej dla zniesmaczonych życiem w "Matriksie" 30-latków. W tym sensie IV RP stanowi dla mnie i wielu moich przyjaciół środowiskowe przeżycie pokoleniowe.

Nie wolno lekceważyć młodej lewicy, bo jest ona do bólu pragmatyczna. Z jednej strony kontestuje system, a z drugiej całymi garściami z niego bierze. W tej niespójności tkwi jej siła i słabość. Może skutecznie wpływać na liderów opinii i salon, ale ciężko będzie im dotrzeć do przeciętnego 30-letniego Kowalskiego, któremu bliżej - nawet podświadomie - do pokolenia JP II, naturalnie sceptycznego wobec lewicowych wizji świata niż do „Krytyki Politycznej”. Choć i tak obawiam się, że większości naszych rówieśników cała ta dyskusja i tak nie interesuje.


Konrad Ciesiołkiewicz, rocznik 1977, z wykształcenia politolog specjalizujący się w komunikacji społecznej, był rzecznikiem prasowym w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza

W kategoriach demograficznych wszyscy jesteśmy generacją relaksów. Tylko tyle i aż tyle. Sierakowski jedzie do Krakowa na kolejną dyskusję o nowej lewicy. Tego samego dnia jego przyjaciele organizują w tym mieście marsz homoseksualistów. Ja jadę do narzeczonej. Spotkam się również z moimi przyjaciółmi, którzy w Wyższej Szkole im. Józefa Tischnera prowadzą kurs instruktorski Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, dyskutując o nowoczesnym patriotyzmie.

Mimo osobistej sympatii dwa różne, radykalnie odmienne światy. Świat kosmopolitycznej lewicy i konserwatywnego wychowania.

Doświadczenie pokoleniowe

Dyskusja o pokoleniu 30-latków w innym niż demograficzny charakterze jest głęboko nieuprawniona. Zawsze będzie generalizującą i wątpliwą jakościowo konstrukcją teoretyczną. W kategoriach socjologicznych pokolenie potrzebuje tożsamości, wspólnego i spójnego mianownika, a więc doświadczenia pokoleniowego. To jest możliwe tylko w odniesieniu do poszczególnych środowisk.

Tak jak dla pampersów pokoleniowym doświadczeniem środowiskowym było kierowanie TVP przez Wiesława Walendziaka, dla Ligi Republikańskiej wygrana Aleksandra Kwaśniewskiego z Lechem Wałęsą w 1995 roku, dla środowiska Sierakowskiego jest "Krytyka Polityczna", choć próbują to przeżycie rozszerzyć i robią wszystko, by stały się nim protesty wobec rządów Romana Giertycha w resorcie edukacji. Bez wątpienia jedynym przeżyciem pokoleniowym o charakterze masowym był pontyfikat i śmierć Ojca Świętego Jana Pawła II.

Pokolenie JP II, które po 2 kwietnia 2005 roku zagościło na stałe w polskiej publicystyce, jest czymś więcej niż tylko konstrukcją teoretyczną. Jest faktem. Jednak jego uczestnicy to nie wszyscy młodzi, ale ci kierujący się nauczaniem papieża Polaka. Nie należy do niego środowisko mojego interlokutora z Warsu. Dlatego lepiej mówić tu o grupie rówieśniczej niż o pokoleniu w rozumieniu tożsamościowym.

Dyskusje pokoleniowe toczą nieliczni i zazwyczaj najmniej reprezentatywni przedstawiciele swoich grup rówieśniczych. Z nami jest podobnie. Zdecydowana większość 30-latków należy do grupy obojętnej wobec stawianych tu problemów. Nazwałbym ją pragmatyczną lub obojętną, realizującą indywidualistyczne strategie życiowe charakteryzujące się raczej oportunizmem i poprawnością polityczną. Druga grupa to idealiści, wieczni teoretycy, mający dobre intencje, ale jednocześnie będący niezdolni do najmniejszego działania. W życiu publicznym często doprowadzają do szkód zgodnie z porzekadłem "dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane".

Do trzeciej grupy zaliczam ludzi ideowych, silnie zdeterminowanych własnymi poglądami i mających zmysł pragmatyzmu. Środowisko, w jakim wyrastałem, a więc ludzi związanych z ZHR, wspólnotami Kościoła i organizacjami patriotycznymi o wrażliwości konserwatywnej, zaliczałem zawsze do ideowych, nieoderwanych od rzeczywistości i twardo stąpających po ziemi.

Trudne słowo: patriotyzm

Kiedy w 1998 roku odbierałem kwiaty od pułkownika Ryszarda Kuklińskiego przybyłego do Polski pierwszy raz po siedemnastu latach, by w jego imieniu złożyć je na kamieniu katyńskim ufundowanym przez niego w Warszawie, byłem przekonany, że bój toczący się wśród moich rówieśników dotyczy kształtu polskiego patriotyzmu młodego pokolenia. Po przeciwnej stronie próbowali robić zadymę moi rówieśnicy z Che Guevarą na koszulkach. Dzisiaj wiem, że bój o patriotyzm trwa. Wynik będzie zero-jedynkowy: człowiek mocno zakorzeniony lub człowiek bez właściwości z przetrąconym kręgosłupem własnej tożsamości.

Mam wrażenie, że lewica nie tylko wstydzi się określenia „patriotyzm”, ale ma do niego stosunek alergiczny. Przez to wyklucza się ze sporu o obraz współczesnego inteligenta, który przed wojną charakteryzował się aktywnością i szczególnym poczuciem patriotyzmu właśnie. Wyśmienita i jednocześnie wyśmiana przez „klub dyskusyjny” diagnoza dotycząca kategorii „wykształciuchów” postawiona przez Ludwika Dorna w DZIENNIKU odnajduje swoje miejsce w stosunku do patriotyzmu.
To stosunek do patriotyzmu będzie generował definicje w gronie 30-latków i podziały środowiskowe.

W świecie ponowoczesnym, gdzie dominującą strategią życiową staje się postmodernizm negujący wartości absolutne, poznanie rozumowe i etykę chrześcijańską - na patriotyzm nie ma miejsca. Staje się on niewygodny, śmieszny, groteskowy. W cenie jest wolność rozumiana jako dowolność, autokreacja wartości dobrych dla każdego z osobna. Te dwa światy toczyć będą zacięty bój o obraz Polski i Polaków, o jutro i pojutrze.

Młode środowiska lewicowe wolą odwoływać się do klasyków marksizmu i leninizmu lub ich współczesnych krzewicieli (choćby ostatnie wydania książek Zizka czy Badiou), niż do tradycji polskiej lewicy niepodległościowej. Stanowią one zresztą bardziej klub dyskusyjny niż wrażliwe na problemy społeczne lewicowe wspólnoty. To lewica uniwersytecka, teoretyczna i elitarystyczna. Nawet jeżeli rozbudowują i powiększają swoje środowisko, wciąż jest to salonowy klub dyskusyjny. Walczą o rząd dusz wśród elit, nie na ulicach.

30-latkowie na prawicy zaangażowali się w budowanie państwa lub służbę społeczną. Lewica w tym czasie zajmuje się dyskutowaniem i kontestacją. Wystarczy rzut oka, by zobaczyć, że wśród 30-latków zadania służebne wobec społeczeństwa i państwa wzięła na siebie tak zwana prawica 30-latków. Aż roi się w niej od pozytywistycznych aktywności. Przykładem jest Fundacja św. Mikołaja prowadzona przez filozofa i menedżera Dariusza Karłowicza, wspierająca rodzinne domy dziecka, samotne matki, złożona z młodych spełniających się w różnych miejscach zawodowych ludzi poświęcających swój wolny czas i kreatywność na rzecz potrzebujących; wychowawczy ZHR czy Zawiszacy; stowarzyszenie Fair Play będące autorem ustawy otwierającej zawody prawnicze; Instytut Sobieskiego, który opracował rządowy plan polityki prorodzinnej. Nawet jeżeli młoda lewica mogła kojarzyć się z Jurkiem Owsiakiem, to już zdecydowanie bardziej z Przystankiem Woodstock niż z pomocą WOŚP. Walka z tradycyjną obyczajowością stała się ich zadaniem głównym.

Odpowiedzialność za Polskę

Kiedy w 2000 roku jechaliśmy do Charkowa na otwarcie cmentarza polskich oficerów zamordowanych przez stalinowski totalitaryzm, nie zauważyłem, by obecni byli tam przedstawiciele młodego pokolenia lewicy. Moi przyjaciele z ZHR nie odnoszą wrażenia, że mają konkurencję, gdy organizują co roku pomoc dla Polaków żyjących w biedzie na Ukrainie, Litwie, Białorusi. Mimo późniejszego uczestnictwa w pracach Muzeum (np. Grupa Twożywo) trudno byłoby powiedzieć, że młoda lewica współtworzyła 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

Śledząc kariery 30-latków pełniących dzisiaj służbę publiczną, nie można pominąć skutecznego Zbigniewa Ziobro, wiceministra skarbu Pawła Szałamachy, który wybrał zaangażowanie państwowe, rezygnując czasowo z kariery w dużych kancelariach prawnych, młodego rzecznika prasowego rządu Jana Dziedziczaka, posłów do Parlamentu Europejskiego: Adama Bielana, Michała Kamińskiego, Konrada Szymańskiego. Tak długo postulowana przez środowiska Polaków na Wschodzie i polonię Karta Polaka, dająca naszym rodakom praktyczne gwarancje związków z ojczyzną, jest gotowa dzięki pracy 30-letniego doradcy premiera Michała Dworczyka. Grzechem byłoby pominięcie świetnych inicjatyw, gdzie nasi rówieśnicy się odnajdują: Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Tischnera, szkoła biznesu w Nowym Sączu czy takich nazwisk jak doradca prezydenta Marek Cichocki, minister w Kancelarii Prezydenta Lena Cichocka, dyrektorzy Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski i Dariusz Gawin, szef Komisji Nadzoru Finansów Stanisław Kluza, kierujący redakcją "Nowego Państwa" młody filozof Michał Szułdrzyński czy mój kolega z seminarium magisterskiego, zawsze kreatywny Marek Horodniczy, dzisiaj naczelny "Frondy". To tylko nieliczni.

Mimo naszego zaangażowania to nie jest jeszcze czas, w którym 30-latkowie kierują państwem. To czas, w którym 30-latkowie o konserwatywnej wrażliwości zdobywają doświadczenia i najwyższe kompetencje do kierowania państwem i zasadniczej zmiany rzeczywistości za kilka lat.

W czasie, gdy pozbawiona wizji patriotyzmu młoda lewica spotyka się w willach swoich rodziców, by dyskutować o Marksie i Leninie, walce klas i roli antagonizmów w relacjach społecznych, młoda prawica zajmuje się czynem, wpływając w ten sposób na rzeczywistość. Oczywiście można i trzeba narzekać, że działania te są rozproszone, że nie wykorzystujemy efektów synergii, a politycy starszego pokolenia prawicy nie mają świadomości budowy nowych instytucji i systemowego kształcenia młodych kadr. Ale to i tak nie zmienia faktu, że bliżej problemów przeciętnego Polaka jesteśmy dzisiaj my, a nie przyjaciele mojego rozmówcy z pociągu do Krakowa. To w nas jest większe, bo oparte na patriotyzmie, poczucie odpowiedzialności za Polskę.

Artur Żmijewski podkreślał w swoim tekście, że młoda lewica potrafi sprawnie połączyć sztukę, literaturę i politykę. Zgoda. Ale i tak wiedzę o prawdzie III RP Polacy czerpać będą raczej z "Oficerów" Wojciecha Tomczyka niż z encyklopedii twórców "Krytyki Politycznej".

Mam też przekonanie, że elementem środowiskowo-pokoleniowych definicji będzie stosunek do ważnych postulatów IV RP związanych z oczyszczeniem państwa, lustracją, radykalną reformą służb specjalnych. Dlaczego? Bo rozwiązanie tych problemów pozwoli nam wreszcie zapomnieć o wojnach pokolenia naszych ojców i modernizować Polskę, tocząc spór o teraźniejszość i przyszłość. Warto zauważyć, że tak mocne wkroczenie 30-latków o patriotycznych przekonaniach odbywa się właśnie dzięki idei IV RP jako próby przebudowy najważniejszych elementów państwowości i moralności państwa. Idei atrakcyjnej dla zniesmaczonych życiem w "Matriksie" 30-latków. W tym sensie IV RP stanowi dla mnie i wielu moich przyjaciół środowiskowe przeżycie pokoleniowe.

Nie wolno lekceważyć młodej lewicy, bo jest ona do bólu pragmatyczna. Z jednej strony kontestuje system, a z drugiej całymi garściami z niego bierze. W tej niespójności tkwi jej siła i słabość. Może skutecznie wpływać na liderów opinii i salon, ale ciężko będzie im dotrzeć do przeciętnego 30-letniego Kowalskiego, któremu bliżej - nawet podświadomie - do pokolenia JP II, naturalnie sceptycznego wobec lewicowych wizji świata niż do „Krytyki Politycznej”. Choć i tak obawiam się, że większości naszych rówieśników cała ta dyskusja i tak nie interesuje.


Konrad Ciesiołkiewicz, rocznik 1977, z wykształcenia politolog specjalizujący się w komunikacji społecznej, był rzecznikiem prasowym w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza


Administrator strony: Błażej Wojtyła

+ dodaj komentarz

adres e-mail nie zostanie opublikowany

 
Copyright © 2012 Jan Dziedziczak   |   Projekt i wykonanie: INVENTOR Multimedia (mVote)